Pierwszą groźną akcje stworzyli legioniści. Na bramkę Adriana Olszewskiego strzelał Jakub Kosecki, ale jego "rogal" minął bramkę. Po kwadransie gry znów bliski strzelenia gola był dobrze znany w Łodzi pomocnik Legii. Najpierw Olszewski fatalnie wybił pilkę wprost pod nogi Manu, ten próbował zagrać do nadbiegającego "Kosy", który na szczęście dla ełkaesiaków był minimalnie spóźniony.
W pierwszej fazie meczu ŁKS rzadko zapędzał się pod bramkę rywala. Kilka dośrodkowań w pole karne z łatwością wyłapał Dusan Kućak, a strzał Tomasza Nowaka z dystansu poszybował nad poprzeczką.
Legioniści objęli prowadzenie po dobrej akcji Jakuba Rzeźniczaka, który po solowym rajdzie idealnie zagrał do Miroslava Radovića, a ten bez trudu trafił z kilku metrów do siatki. Po stracie gola łodzianie zaatakowali troche śmielej, ale nie potrafili sobie wyrobić klarownej sytuacji do strzelenia gola. Zza linii pola karnego strzelali Saganowski, Dźwigała i Nowak - niestety nieskutecznie. Dużo groźniej było na przedpolu ŁKS-u. Co kilka minut skrzydłami atakowali Radović, Rzeźniczak, Kosecki lub Kiełbowicz. Ich dośrodkowania nie zostały jednak zamienione na kolejne bramki i po 45. minutach gospodarze prowadzili 1:0.
W przerwie Michał Probierz wymienił aż dziewięciu graczy pozostawiając na placu gry tylko Olszewskiego i Gieragę. Druga część meczu zaczęła sie od kilku niepotrzebnych fauli w środku boiska. Najpierw z bólu zwijał się Agwan Papikyan, a po chwili Manu. Na szczęście po kilku nerwowych minutach zawodnicy obu drużyn znów skupili się na graniu w piłkę. W 63. minucie dokładnym podaniem popisał się Marcin Kaczmarek, ale wychodzący na czystą pozycję Marcin Smoliński był na spalonym. Kilka minut później gospodarze podwyższyli prowadzenie. Z rzutu wolnego z około 20. metrów uderzył Tomasz Kiełbowicz, który nie dał szans Olszewskiemu. Już w następnej akcji w sytuacji sam na sam z Antolovićem znalazł się Sebastian Szałachowski, ale ełkaesiak przegrał ten pojedynek. Na kwadrans przed końcem meczu podobnym strzałem jak wcześniej Kiełbowicz z wolnego, popisał się Cezary Stefańczyk. Uderzenie zawodnika ŁKS było jednak minimalnie niecelne. W ostatnich minutach meczu w słupek łódzkiej bramki trafił jeszcze Bartłomiej Czarnecki, następnie po błędzie Żewłakowa z bliska przestrzelił Szałachowski i arbiter zakończył spotkanie.
7 października 2011, 17:00 - Warszawa

Legia Warszawa - ŁKS Łódź 2:0 (1:0)
Radović 25
Kiełbowicz 66
Legia: Kuciak (46 Antolović) - Rzeźniczak, Choto, Astiz, Kiełbowicz - Manu (64 Czarnecki), Łukasik (76 Stromecki), Radović (46 Jędrzejczyk), Kneżević (64 Żewłakow), Kosecki (Żurek) - Górski (76 Jagiełło)
ŁKS (I polowa): Olszewski - Salski, Gieraga, Klepczarek, Romańczuk - Łukasiewicz, Nowak, Mięciel, Dźwigała, Golański - Saganowski, (II połowa): Olszewski - Gieraga (58 Paluch), Pruchnik, Łabędzki, Kaczmarek - Kłus, Papikjan (70 Kita), Smoliński, Stefańczyk, Szałachowski - Bykowski
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz